Showing posts with label china. Show all posts
Showing posts with label china. Show all posts
Tuesday, 18 November 2014
what's left are these celluloid memories
Wednesday, 16 July 2014
beijing_b&w II
Saturday, 12 July 2014
beijing_b&w
I
have not
touched these photographs by any photo edition program. Big grain and
big contrast make them really raw in perception. I tried to capture daily
situations and images from streets of Beijing, hutongs, park. Have a
pleasant insight.
Sunday, 22 June 2014
More HK. There is never enough of HK
there isn't any story behind these pictures. they aren't grate either, I am fully aware of that.
I like the cloud, that was a window shop of one of fancy shops in HK island. Then a cigarette brake in one of little lanes behind a restaurant street close to Nathan Rd... Then blurry neons, a photograph taken from the world's longest outdoor escalator.. Journey itself was fun, and long, I had to take a jump off the escalator to get something to drink. On the way back from the top of it I came across this tiny local worship altar with spiral incenses. It was quite magical: surrounded by urban flow and crowds of humans you step into a little sanctuary, just off a busy street...
end of the story.
Monday, 16 June 2014
Hąg Kąg
W Hąg Kągu (panie Gadzinowski, piątka za to!) mają nie tylko urząd
anty-korupcyjny, ale też jeden z najbardziej fascynujących na świecie planów
zagospodarowania przestrzennego, który wymusił budowanie blokowców 40+ - piętrowych.
Wieżowce wąskie niczym sekwoje pną się do góry pomiędzy dziesiątkami zielonych
pagórków i podobnych im blokowisk wystrzelujących do góry z tą samą mocą. A to
tylko suburbia, zaś im bliżej Kowloonu, tym robi się gęściej, ciaśniej, więcej
ludzi przemieszcza się w gąszczu miejskiego labiryntu.
Hong Kong jest intensywny i zarazem zrelaksowany. Rozpostarty na kilku
wyspach umożliwia hiking górski, miejski, plażowy i oczywiście kulinarny, który
zwie się dim sum, gdzie jedzenie przygotowywane jest na parze w bambusowych
naczyniach.
Zakochałam się.
Wiedziałam to przed wyjazdem, że oto jadę do urban mekki, która mnie
pochłonie i totalnie zauroczy. Oglądając filmy Wong Kar Wai'a ("Chunking
Express" czy "Fallen Angels") masz szansę podglądu tego magicznego
świata pełnego neonów, gwaru i mieszanki narodowości. Dzięki mojemu
przewodnikowi, miałam szansę ugrząznąć w Chunking Mansions (pierwsze sceny z „Chunking
Express”), podziwiać najstarsze osiedla miejskie czy najwyższy budynek
mieszkalny The Arch. Chunking Mansions to w ogóle inny świat, zaledwie kilka
stopni po schodach w górę i czujesz się jak w Bombaju: stragany z indyjskim
merczem, elektronika, dużo wąsiastych Hindusów w turbanach i dużo ciemnych,
brudnawych zaułków.
Przewodnik wziął mnie również na najdłuższy naziemny eskalator na świecie,
który przecina wyspę Hong Kong i daje szansę na podgląd życia z góry, a jest na
co patrzeć, bo pod eskalatorem tętni życiem rozrywkowa dzielnica Soho. Z kolei
mój couch surfer mieszkał na jednym z gęsto zabudowanych osiedli i dzięki niemu
miałam okazję poczuć jak się mieszka na tak małej przestrzeni, kiedy Twój
sąsiad zza ściany niema oddycha Ci do ucha...
Zresztą, zobaczcie sami:
Subscribe to:
Posts (Atom)






























